Krok 1. Jedno miejsce na wszystkie terminy
Najczęstszy problem nie polega na tym, że spraw jest za dużo. Polega na tym, że wiadomość od trenera jest w komunikatorze, wizyta u dentysty w telefonie jednego rodzica, a zebranie w szkole na kartce w plecaku. Nikt nie widzi całości, więc pytania „kto dziś odbiera?” i „o której jest basen?” padają codziennie.
Pierwszy krok to umowa: każdy termin, który dotyczy więcej niż jednej osoby, trafia do jednego wspólnego kalendarza. Może to być kalendarz papierowy na lodówce, wspólny kalendarz w telefonie albo aplikacja rodzinna. Ważne, żeby był jeden i żeby obie dorosłe osoby miały go zawsze przy sobie.
- Wpisujcie od razu, gdy termin się pojawi, a nie „wieczorem”.
- Przy każdym wydarzeniu zapiszcie, kogo dotyczy. Sam tytuł „basen” nie mówi, czyje to zajęcia.
- Zajęcia stałe wpiszcie raz jako cykliczne, żeby nie przepisywać ich co tydzień.
Krok 2. Niedzielne 15 minut
Raz w tygodniu, najlepiej w niedzielę wieczorem, usiądźcie na kwadrans i przejdźcie przez nadchodzący tydzień dzień po dniu. Nie chodzi o długie planowanie, tylko o trzy pytania przy każdym dniu: co się dzieje, kto gdzie musi być i czy czegoś nie brakuje.
Takie krótkie spotkanie wyłapuje kolizje, zanim staną się problemem w środę o 16:40. Starsze dzieci mogą w nim uczestniczyć: same powiedzą, że w czwartek mają próbę przed występem.
Krok 3. Kto zawozi, kto odbiera
Najwięcej nerwów w tygodniu rodziny dotyczy transportu. Dlatego przy każdych zajęciach dziecka ustalcie z góry dwie rzeczy osobno: kto zawozi i kto odbiera. Często to dwie różne osoby, i właśnie wtedy coś się gubi.
- Zapisujcie obie role przy wydarzeniu, nie tylko w głowie.
- Jeśli dziecko wraca samo, też to zapiszcie. „Nikt nie odbiera” i „wraca samo” to dla rodzica dwie różne sytuacje.
- Sprawdźcie, czy ta sama osoba nie ma odbioru w dwóch miejscach o tej samej porze.
- Doliczcie czas dojazdu: odbiór o 17:00 to wyjście z domu o 16:40.
Krok 4. Posiłki i zakupy raz na tydzień
Codzienne „co na obiad?” zjada zaskakująco dużo energii. Wystarczy w czasie niedzielnych 15 minut wpisać obiady na tydzień, nawet w uproszczeniu: poniedziałek zupa, wtorek makaron, środa coś szybkiego, bo jest basen. Z takiego planu od razu powstaje lista zakupów, a większe zakupy robicie raz zamiast codziennie po trochu.
Pomaga jedna wspólna lista zakupów, którą widzą wszyscy dorośli. Ktoś zauważy, że kończy się mleko, dopisuje je, a osoba w sklepie od razu to widzi.
Krok 5. Obowiązki z terminem, nie z prośbą
„Posprzątaj pokój” bez terminu znaczy „kiedyś”. Obowiązki domowe działają lepiej, gdy mają konkretną osobę i konkretny dzień: wyniesienie śmieci we wtorek i piątek, odkurzanie w sobotę przed obiadem. Wtedy przypomnienie nie jest czepianiem się, tylko informacją, że termin jest dziś.
Obowiązki powtarzalne wpiszcie raz z powtarzaniem. Jeśli w domu działa system nagród, ustalcie z góry, za co się należą, i trzymajcie się tego.
Krok 6. Poranny rzut oka
Plan tygodnia przydaje się tylko wtedy, gdy ktoś do niego zagląda. Najprościej zrobić z tego poranny rytuał: przy śniadaniu jedno spojrzenie na dzisiejszy dzień. Kto gdzie jest, kto kogo odbiera, co jest na obiad, czy dziecko ma dziś strój na wf. Dwie minuty rano oszczędzają kilka telefonów w ciągu dnia.
Pytania
Jaki kalendarz wybrać dla rodziny?
Taki, który obie dorosłe osoby mają zawsze przy sobie i do którego dopisują od razu. Papierowy działa, gdy wszyscy są w domu, gorzej w pracy i w drodze. Wspólny kalendarz w telefonie albo aplikacja rodzinna działają wszędzie.
Ile czasu zajmuje planowanie tygodnia?
Przy stałych zajęciach wpisanych jako cykliczne zwykle 10 do 15 minut raz w tygodniu, plus krótki rzut oka rano.